Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2016

Jak DYSKretnie prowadzić kampanię

     Nikt nie jest prorokiem nawet z własnym okiem, nie wspominając już, że we własnym kraju, czy choćby mieście, albo chociaż bloku. 
     Takim też prorokiem, jak się po półtora roku okazało, nie była moja okulistka. Nie oślepłam, jak wieszczyła. A powinnam, przynajmniej dla własnego dobra! Oszczędziłoby to mi stresu oglądania swego odbicia w lustrze. Odbicia, które niby nierzeczywiste, ale dające do myślenia. Odbicie bowiem zyskało na masie, osiągając masę krytyczną, tak krytyczną, że wyszło poza ramy, a ja nie mogłam już na siebie patrzeć bezkrytycznie. I tak oto przez dwa miesiące pobiłam rekord świata w traceniu masy i zyskiwaniu zdrowia równocześnie. Podczas, gdy obwody malały wraz z poziomem cholesterolu n.p.m., odwrotnie proporcjonalnie zachowywało się morale i zawziętość, podsycane hojnie wyjącą zawartością szafy.
         Wśród łachów ukrył się wabik, który zastawiłam sama na siebie. Dżinsy Desigual! Uwielbiam dżinsy, lubię Desigual, ale ich  wspólny owoc lędźwi i dizajnu w postaci dżinsów haftowanych, dziurawych, podszywanych, przeszywanych i co tylko, przeszło z hukiem wszelkie pojęcie. 
    Nie bez znaczenia jest również to, jak zauważyła Wasiuczyńska, że, zdaje się, stoję z Kaczką, bynajmniej nie lekarską, u >>przedproża sławy o zasięgu międzykontynentalnym i w muskularnych ramionach Tyrmanda. No i wobec takich niecnych zamiarów świata i wielkich martwych, nie mogę być obojętną i grubą. Nie wiem jak długie świat ma ramiona, ale może zdarzyć się tak, że nie zdoła mnie objąć.

    Co należy zrobić więc, by schudnąć w sposób tak spektakularny całe 9 kilo w dwa miesiące? To proste - mieć kochanka! Niemniej zdając sobie sprawę, że kochanek to towar deficytowy i rozchwytywany pod ladą, polecam mniej problematyczną konsumpcję pomelo. Pomelo syci tak bardzo, że nie odczuwa się głodu. Ma więcej witaminy C niż cytryna i więcej potasu niż pomidory. No i stanowi antidotum na skrobię, wypełnia żołądek i posiada enzymy wpływające na spadek masy.
Oczywiście pomelo nie sprawdzi się, gdy jest dodatkiem do trzech dań głównych jako deser. Jadłam to co zwykle, ale w małych ilościach, ale wyrzekłam się słodyczy. Zdradziłam je podle i rzuciłam bezwzględnie z dnia na dzień. W moim przypadku to tak, jakby dać sobie zrobić operację plastyczną na żywca. Niby wykonalne, ale lekka panika jest.
Efekt jest połowicznie powalający, albowiem na razie okulistka wygrywa w proporcjach 2:1. Jestem na półmetku amputacji gabarytów.
A to wszystko for you, kręgosłupie! Ty wredna poczwaro! Niewdzięczniku! Żebyś nie musiał nosić tych worów z tłuszczem i potem jęczeć, że cię coś boli i strzyka. I tak masz dość po codziennym rzucaniu cie na matę i wyduszaniu ostatnich soków i dysków.
 A'propos dysków. Pora na pean żebraczy!


DYSKopaci, DYSKobole!
Co ja tutaj dziś pier...
Dziś wyjawię swoją wolę-
w DYSKurs z wami się więc włączę
DYSKografią swą w DYSKoncie.

Wszystkich Was do łona tulę,
cierpiąc wszak na DYSKalkulię
nie dam rady zliczyć wszystkich,
którzy do mnie dzisiaj przyszli.

DYSKotekowicze mali
pewnie bardzo się starali,
by zarzucić sobie DYSKiem
poszli tańczyć więc na DYSKę.

DYSKonterzy, ci furiaci,
poszli pewnie gdzieś na spacer
i promują elegancję,
kamuflując DYSKordancję.

DYSKdżokeje na swych klaczach
pędzą pewnie dziś do sracza
z DYSKomfortem, acz DYSKretnie, 
DYSKantysta zaklnie szpetnie.

Wkładam DYSK do DYSKofonu
lecz co płynie po pokoju?!
DYSKant słychać eunuchowy
z DYSKu, który prawie nowy.

DYSK mój L5 i L1
wyglądają, jakby Wiedeń
odwiedziły wraz z Sobieskim-
to się w głowie mi nie mieści!

Co tam w głowie! Z pleców spada
DYSKów strzały jak armada
dookoła się rozchodzą.
Chwila, Państwo się... rozchodzą?!

Poczekajcie, chwila mała!
DYSKineza mnie dorwała
z DYSKopatią i dystrofią
DYSKutuję filozofo (icznie).

Każdy z Was ma DYSKografię
albo chociaż ma dysGrafię.
A jak nie, to swe DYSKonto
scedujcie na blog ten. PRONTO!

Opuszczając okno bloga
wiedz, że pisze go nieboga, 
którą wesprzeć możesz kwotą
i nie zostać dziś idiotą.

Kwota owa, mała, chora
czysty to zysk inwestora
Złoty z VATem, nie majątek.
 Wrzuć złotówę na początek!



     A teraz czas na okrutną prawdę. Moje porady życiowe, zdradzone tajemnice pomelo i oda ku czci dysku nie były za darmo. Proszę teraz słuchać moich poleceń. By nie ulec DYSKredytacji w oczach autorki, nie narażając się jednocześnie na klątwę DYSKeratozy i by uniknąć wpisania na czarna listę na jej archaiczną DYSKietkę, a co najważniejsze, by nie zDYSKwalifikowac Kręgosłupa Oralnego w biegu po statuetkę Bloga Roku, skazując go na ostatnie miejsce w gronie blogów, i tu uwaga! publicystycznych (tak tak, tu mnie relokowano), uprasza się o :




*Środki uzyskane przez organizatora z głosowania SMS zostaną przekazane Fundacji Dziecięca Fantazja, której celem jest spełnianie marzeń dzieci zmagających się z chorobami zagrażającymi życiu i nieuleczalnymi.


A dlaczego startuję? To proste! BO MOGĘ! :)))))))



Filmik nie odtwarza się na innych stronach niż You Tube, ale obejrzyjcie, naprawdę warto:

klik!
I
I
I
V
https://www.youtube.com/watch?v=tuAPPeRg3Nw



środa, 31 grudnia 2014

W końcu myję Wam głowę!

     Ostatni dzień roku 2014. Roku, który w 7/12 mogę określić jako zmarnowany. Czas, podczas którego wielomiesięczne wakacje pozbawione ćwiczeń przyczyniły się do tego, iż po hucznych obchodach urodzin (patrzajta w notkę poprzednią), jak po gigancie, kręgosłup dopiero po miesiącu wędrówek po bezkresach organizmu wrócił na swoje miejsce, by ponownie spotkać się mniej więcej w osi ciała. Lazy bones.


Ślepo słuchając zaleceń lekarza okulisty osiągnęłam taki oto status quo:

-waga poszybowała w górę (a waga łazienkowa zamieniła się w szklany granulat),
-sprawność, jak dojrzała klapsa, klapnęła w dół,
-męty w oczach, jak były, tak są, mimo zażywanych leków,
-bóle i stetryczenie się zwiększyły,
-morale skarlało,
-libido, jak to libido.

W roku 2015 i kolejnych postanawiam więc słuchać swojego organizmu nieco roztropniej, by nie doprowadzać go do tego, do czego doprowadziłam w za chwilę już minionym. Organizm bowiem łkał: zróbmy wspólnie coś miłego, powyginajmy swe odnóża, gibajmy się! A wyprany mózg, miejscami nawet doprowadzony przez okulistkę do dziewiczego stanu tabula rasa (muszę zerknąć, czy aby nie byłam u okultystki), w te słowa: ty organizmie rozpasany! Basta! Ruch i zadyszka szkodzą nam na wzrok! Żadnych wysiłków, żadnych wygibasów, żadnych napiętych żyłek! Albowiem możemy oślepnąć w każdym momencie! 
 
Tyle, jeśli chodzi o noworoczne postanowienia. Lepiej mało, a realnie.

Jako, że nie lubię wchodzić w Nowy Rok z ciągnącym się za sobą ogonem niespełnionych obietnic, właśnie teraz nadgonię to, co goniłam przez ostatnie miesiące. Obiecany post higieniczny. Tadam.

     W życiu każdego człowieka przychodzi taki dzień, że trzeba umyć włosie.  A w życiu kobiety, które, jak wiemy, sterowane jest wieloma cyklami, te dni przypadają nawet częściej. O, na przykład w Nowy Rok będziecie zmywać brokat i wyczesywać tłuczone szkło i igliwie. Usiądźcie więc wygodnie, strząśnijcie popiół z opalonych rzęs i posłuchajcie gawędy:

     Pamiętam te frywolne czasy, gdy myłam włosy rano, wkładając po prostu głowę do umywalki i to, tu zaskoczenie, bez dekapitacji. Ot, skłon, myju, myju, wyprost i wio.


Jeśli macie na zbyciu trzy kwadranse, to zerknijcie w poniższy link. Dziewczyna myje włosy. Ot, nic nadzwyczajnego. Ale to tylko pozory. Jeszcze nigdy, przenigdy nie widziałam, by ktoś zużywał butelkę szamponu i kilka innych na jedno posiedzenie. I na bogów, tygodniowo robi się z tego mycia kilka godzin wiszenia do dołu głową! Moj rekord długości mycia głowy to jakieś 3 minuty. Fakt, nie mam tak bujnego owłosienia jak ta dziewoja.


I pamiętać trzeba, by sięgnąć po odpowiedni szampon!


Tu od razu przychodzi mi na myśl rysunek Newy z newarysuje.blogspot.com i mój, jakże będący na czasie, tekst:


Wielka pupę mam i basta-
zamyśliła się niewiasta.
Wpadł jej pomysł wielkiej wagi:
dla półdupków przeciwwagi
pchać trza misę- pomyślała
zgięta wpół- i tak została.
Stąd moralik dziś wypływa-
jeśli chcesz pozostać żywa
nie pochylaj się nad misą,
bo, nie dość, że cycki wiszą,
to ponadto w takim stanie
rój dochtorów cię zastanie.
No a wtedy - rzecz wiadoma.
śmiech na sali- TAAAAAKA żona!
- Panie , ona w pałąk zgięta
jest na co dzień, czy od święta?
- W sumie niech już tak zostanie
będzie robić tu za ławę.
- A w pośladkach okrąglutkich
może być stojak na wódki.
Z baby to pożytek zawsze
póki żyje i nie zgaśnie!

Czyż nie miałam prawidłowych skojarzeń? Proszę nie regulować odbiorników! Nie wciskać kombinacji ctrl z minusem!  Mój tyłek naprawdę po Świętach jest taki wielki.


 A na podeszwie widać nawet rozdepnięty makowiec. Jak się kompromitować, to na całego.

Jak to u mnie wygląda teraz?
 Aby umyć głowę, należy nabożnie uklęknąć na dwa kolana. Nie, jak to w kościele widać, jakieś męczeńskie pozy - ni to skłon, ni to przykucnięcie, jakieś paralityczne skłony na wygiętych kończynach, z miną wielce cierpiętniczą. Klękamy, rzucając się obunóż na kolana. A najważniejsze, by klatkę z piersiami zdeponować na czymkolwiek. Najwygodniej na rancie wanny, jak widać na załączonym obrazku, ale może być to też gołe udo męża czy koleżanki, jak wolimy. Ważne, by górna połowa ciała opierała się, by nie dźwigał jej napięty kręgosłup - tu najbardziej cierpi odcinek lędźwiowy. A my mu przynosimy ulgę.


Zdjęcie z profilu, na którym widać nie tyle zdeponowane piersi (powiedzmy sobie prawdę - bez bluzki ich też nie widać), ile odcinek kręgosłupa, jaki podpiera wanna. I tu uprzedzę liczne pytania - nie, kot nie jest niezbędny do tego procesu, aczkolwiek znakomicie zagaja rozmowę, grzeje nerki i podaje szampon.

I to by było na tyle. Proste, a genialne. Pod warunkiem, że pod dachem mamy zaufanych ludzi.



Ha i zdążyłam umyć głowę w tym roku! Zostało jeszcze 3 godziny w zapasie!

Jako, że życzenia świąteczne były na pierworodnym Skorpionie w rosole, życzenia noworoczne będą na drugorodku.

Kochani!
 ♥
Nie dajcie się ZUSowi, nie dajcie się chorobom!
 Bo wiecie, jakie zmiany czekają nas w 2015 - skierowania do okulisty, skierowanie do dermatologa, o mało co nie byłoby skierowań do ginekologa. Teraz, wybierając się do lekarza rodzinnego, trzeba brać z sobą krzesełko wędkarskie, krzyżówki, albo i wałowkę na cały dzień. Może wrócą komitety kolejkowe?
Żyjcie, na przekór rządowi dwieście lat i to w zdrowiu, bo wiecie:


czwartek, 18 września 2014

1 ROK - Rok Oralnego Kręgosłupa!

     No to szybko, zanim wzwód literacki mi minie. Albo zanim oślepnę do reszty. Dzień po przekroczeniu granicy przez Rosjan, w dniu, kiedy Witkacy popełnił samobójstwo - 18 września 2013 roku, swą pierwszą odezwą do narodu, Oralny przekroczył granice ekranu i łamiąc wszystkie szyfry, wylał się kolorowa plamą przed Wasze mniej lub bardziej zdrowe oczęta. Tym, którzy już nie widzą, niech ci, u których pręciki i czopki są we właściwych miejscach, opiszą czym my się tu RACZYMY. Tfu! Oby nie. Częstujemy RACZEJ. Tfu z tym raczej! (A trzeba było uważać na metanol!)



Na początek wznieśmy więc toast poczciwym etanolem, klarownym i krystalicznym jak ma dusza i tak, jak ona, zamknięta w twardej, kruchej i nieforemnej butli. Niech nam się żyje z górki! Niech kolejki w NFZ ulegną atrofii! Niech nasz upór i znój w kolejkach w aptekach zostanie zwieńczony gratisowymi lekami! Niech lekarze wypowiadają swymi koralowymi usty tylko same trafne diagnozy i pomyślne rokowania! Życzmy sobie skrócenia oczekiwania na protezy stawów z 17 lat do 17 miesięcy (bo nie wiem czy się muszę już zapisać?) Niech nasze oczy, pozbawione mętów i degeneracji plamki żółtej, widzą wszystko w różowych barwach, a co tam, pójdę na całość - w tęczowych! Niech się nam kości zrastają, szwy nie rozłażą, mózg nie ulega zgąbczeniu, a członki wiotczeniu!
No co, nierealne? A Sto Lat to niby takie prorocze?!

Tym, którzy mają prawidłową krzywą glukozy (bo ponoć dobra glukoza rano na czczo to za mało, by poczuć się zdrowym), zapodaję torcik:

 

O, za mało? No to prosto z mojej lodówy wjeżdżają kolejne. Smacznego!













I kawusia z kostkami:



Co? Że zemdliło? To teraz coś dla cukrzyków.


Pardon, że dla Was, słodcy moi, tylko tyle, ale prócz tego w lodówce mam jeszcze tylko kości na zupę, żeby się wpasować w ramy Kręgosłupa. No ale dieta, to dieta. Lekko nie jest.


     Rocznice sprzyjają podsumowaniom, statystykom i takim tam micyjom, do których nie przywiązywałam zbytnio wagi. Jednak, pozwolicie, że zabłysnę, jak kometa, jasno i krótkotrwale, jednakowoż wpisując się w annały blogosfery.

Jak zdążyliście zauważyć, postów na Oralnym jest prawie tyle, co miesięcy  roku. Jak łatwo nawet dyskalkulikom obliczyć, pojawiają się one circa raz w miesiącu, co czyni mnie kobietą doskonałą. Większość z Was pragnie, bym wykrwawiła się na śmierć, zwiększając periodykę i perystaltykę. Otóż, mogę to wziąć pod uwagę. Sprzyja mi bowiem kilka okoliczności. Choroby, niestety, nie chcą przejść procesu regresji, wręcz przeciwnie, rozrastają się niczym osteofity i klata kulurysty. A więc obawy, że tematów może zabraknąć, są płonne. Nie dość, że tematów nie zabraknie, to Czytelników również. Jak na blog, który ma kilkanaście wpisów, statystyki są imponujące. Dostaję od Was maile, w których dajecie mi porady zdrowotne, recepturarze i zalecenia. Dziękuję! Poproszę jeszcze!

Cóż w życiu mym prywatnym, w aspekcie chorób, przez ten rok? Pech chciał, że podczas ostatniej rehabilitacji doznałam bóli porodowych kręgosłupa i musiałam ją przerwać. Kolejny cykl, który mnie obejmował, objął także mojego wirusa, no a razem to się nie da na kozetkę . Tak więc rok w plecy. Ałć!
Ale za to pojawiły się męty, żółtaczka lawendowa, podejrzenie boreliozy, ból kolan, otyłość, niedowidzenie, drugie okulary do czytania, ból stawów w palcach. Ale to tylko SKS.

Ach, zjedzmy czekoladkę.


Skoro już tak sobie siedzimy nad kawusią, konsumujemy co tam kto sobie na talerzyk włożył, czy tylko ogryzamy kości palców, to może zapytam Was o coś. Pytaniozadanie brzmi:

NIECH MI DZIŚ KAŻDY TUTAJ WYMIENI
JAK GO CHOROBA ZDOŁAŁA ZMIENIĆ?
CZY WYPŁYNĘŁY Z TEGO KORZYŚCI,
ŻE MOŻNA SZCZOTKĄ PROTEZĘ CZYŚCIĆ?
CZY WRĘCZ PRZECIWNIE - SAME KŁOPOTY
ŁĄCZNIE Z ODCIĘCIEM WAS OD ROBOTY?

PROSZĘ WYMIENIAĆ MINUSY, PLUSY
CZEKAM NA WASZE KOMCIE I NIUSY!
A KTO NAJLEPSZE WIEŚCI ZAPODA
NA TEGO CZEKAĆ BĘDZIE NAGRODA!*

MIŁO MI BĘDZIE, GDY W GRONO RENCISTÓW
FACJATĘ SWOJĄ ZDOŁACIE WCISNĄĆ
JAKA PRZYJEMNOŚĆ TO DLA DZIEWCZYNY!
DOŁĄCZ DO ZUSu I DO WITRYNY!**


* fotografię nagrody wkleję niebawem :)***
** grono rencistów - w szpalcie po prawej
*** o, wklejam! :)

 DO ZDOBYCIA DWIE RÓWNORZĘDNE NAGRODY -
NOTESY W LINIE PRZECUDNEJ URODY!



szczegóły i dodatkowe fotografie notesu TUTAJ


I druga nagroda równorzędna:


analogiczne szczegóły TUTAJ.

Kto chętny do zabawy (nie musi mieć bloga), może pobrać numerek, upoważniający do wizyty u specjalisty 30.09.2014 (ale szybko, co?) i tym samym skierowanie po nagrodę. Ubolewam, że nie jest to pobyt w Ciechocinku.

 

A na drogę weźcie jeszcze po słoiczku! Sama robiłam zaprawy!



No, dosyć już tego obżarstwa! Następnym razem będzie o życiu codziennym i myciu włosów. Wrócimy do normalności po tych orgiach oralnych.

sobota, 23 listopada 2013

ŻYCIE CODZIENNE - jak wstać, przeżyć poranek i wygrać z zabójczymi skarpetami :)

     O nie, chwila nieuwagi i czego ja się dowiaduję? Że trzaskają Wam kręgosłupy jak zapałki. Co poniektórzy dźwigali z rotacją, a właściwie dźwignęli raz (a nie mówiłam?), inni przesuwali bufety i kredensy, ratując dobytek przed żywiołem chlustającym z rur, a pewien Artysta tak niefortunnie się schylił, że, jak się okazuje, wystarczyło.

Zacznijmy zatem razem dzień :)
Witaj dzionku! Jakiś ty piękny! I hoł siup wyskok z łózka. Żart. Błąd. Tego nie robimy nigdy. Metryka swoje, a dyskopatia swoje.

Generalnie można popaść w depresję - jak tu zacząć dobrze dzień, kiedy trzeba pamiętać o tylu rzeczach, że już sama ich świadomość wdusza ciało w materac, by złączyć się z nim w jedność na wieki. Czasem jednak trzeba wstać i to z głowa na karku a nie na poduszce. Zdradzę Wam najmroczniejsze sekrety mojego dnia. 

Oto jak wygląda poranek.

Budzę się, o ile miałam w ogóle szczęście zasnąć. Jeżeli Małż wstaje wcześniej, oznacza to drogę wolną. Jeżeli jeszcze zalega obok, a zalega od strony drogi ewakuacyjnej z łoża, to znaczy, że punkt dnia jest dłuższy o co najmniej jeden. Ciało Małża należy wtedy sforsować (nie wolno spychać go na podłogę, gdyż trzeba mieć nieustannie na uwadze zakaz dźwigania przedmiotów cięższych od 3 kg. Małż, nawet u progu śmierci głodowej, będzie zawsze ważyć nieco powyżej 3 kg. A więc :


Kiedy rankiem się obudzisz,
dyskopato, tobie radzę
że nim rano pacierz zmówisz,
musisz mieć coś na uwadze:

Że nie wolno tak, jak leżysz
nagle z łóżka się podnosić!
Musisz przewrót na bok przeżyć
a nie proste plecy wznosić.

Krótko mówiąc, zakaz brzuszków.
Na bok, potem nóżki zwiesić
takie to wstawanie z łóżka
(w nocy możesz sobie grzeszyć).

WSTAWANIE ZE SKŁONEM
KOŃCZY SIĘ ZGONEM!


     Następnie, jeżeli udało nam się wstać bez rozwałkowania osoby leżącej obok w łóżku (tak, niestety, KULAMY się po niej), kroki kierujemy do łazienki. A tam znowu czai się setka potencjalnych wypadków. Idziemy krokiem spokojnym, by nie rzec dostojnym, mając na uwadze możliwość tego, że podłoga jest mokra. Siadamy na tronie i robimy co mamy robić, uważając na rotację kręgosłupa w momencie zetknięcia się papieru toaletowego ze śluzówką za pośrednictwem ręki. Tak, tak, i tu trzeba uważać. Wstajemy, obciążając po równo obie nogi. Aby spłukać wodę, trzeba obrócić się w stronę rezerwuaru, a nie sięgać ręka do tyłu (nie wiedzieliście, co?). Kierujemy swe ciało posuwistymi, stabilnymi krokami ku umywalce. I tu za każdym razem zderzamy się z rzeczywistością. Nie zastanawiał Was fakt, dlaczego umywalki zamontowane są tak nisko? Ja nabieram podejrzeń, że mieszkanie przeznaczone było pierwotnie dla gibbonów albo ludzi z achondroplazją. 

Mycie rąk, jak mycie rąk, każdy to potrafi (30 sekund, wiedzieliście?). No i to by było na tyle jeżeli chodzi o bezkolizyjność na trasie biała ceramika -  kręgosłup. Wszak trzeba umyć np twarz. Normalny, ups, pardon- zdrowy człowiek, nachyla się, nie zauważając problemu. Problemem dla dyskopaty z niestabilnościami jest skłon nad misą o te parę stopni, chocby po to, by sobie nie zapaćkać biustu pastą do zębów. Nawiasem mówiąc, nie wiem jak dyskopaci radzą sobie w Japonii, to koszmar chyba. Albo od razu każą takiemu zjeść trującą rybkę fugu w sushi i po kłopocie.
O ile myć zęby jeszcze można w pozycji wyprostowanej, to jak wypłukać jamę ustną? Muszę się przyznać do niecnego procederu, że nie używałam nigdy kubeczka do mycia zębów. Wiem, powinnam się wybatożyć mopem. Życie nauczyło mnie wielu rzeczy, w tym korzystania z kubeczka. Dzięki Ci życie!

Kiedy indziej zajmiemy się kąpielami i myciem głowy, tym razem dla potrzeb posta, odpuszczamy, ok? Taki mały Dzień Dziecka.

Nadchodzi pora ubierania się. Proste, mówicie? Do czasu. Dyskopatę mogą zabić majtki, a co dopiero skarpetki sztuk dwie.
Aby ubrać się, należy położyć na łóżku odzież, którą zamierzamy włożyć. Może być czysta. Następnie należy się położyć obok niej na plecach, walcząc z pokusą, by nie wpełznąć pod ciepłą jeszcze kołdrę wprost w objęcia Morfeusza. Gdy leżymy, kręgosłup ma podparcie i nie grożą mu żadne rotacje, obciążenia i gwałtowne ruchy.
 W tym momencie miał nastąpić cykl fotek autorki bloga w czasie ww czynności, lecz czytelnicy Oralnego mają przecież bogatą wyobraźnię, której tu nie będziemy trzymać w cuglach faktów. Musicie sobie wyobrazić jak prawidłowo włożyć majtki, unosząc biodra. Leżą wspaniale. No.
 Teraz pora na skarpetki. Unosi się po prostu najpierw jedną nogę i przyciąga zgiętą w kolanie do brzucha, wkłada się skarpetkę, to samo z druga noga i voila! Pamiętać należy, żeby nie unosić obu nóg naraz! To już kolejna rzecz, o której trzeba pamiętać, a jeszcze nie ma 8.00 na zegarze.. Spodnie wkładamy również na leżąco. Potem wstajemy zgodnie z instrukcją (boczkiem, boczkiem!) i wkładamy górę, co by tam nie było pod ręką- żupan, frak, czy koronki. Co należy zapamiętać?


CHOĆ JEST ŚMIESZNIE I TEŻ DRWIĄCO,
WKŁADAJ GACIE NA LEŻĄCO! 


No, jesteśmy już czyściutcy i pachnący, możemy iść w bój zmagać się z resztą dnia, o czym będzie w następnych odcinkach cyklu ŻYCIE CODZIENNE :)

Jak byśmy nie wyglądały, to i tak nas kochają! :)



Dziękuję za uwagę, proszę o lawinę komentarzy i wynurzeń :) 


piątek, 27 września 2013

powody choroby

   Powszechnie uważa się, że schorzenia kręgosłupa dotykają ludzi starszych, ludzi otyłych, nie dbających o siebie, prowadzących siedzący tryb życia, którzy ze sportem mają styczność tylko podczas wrzutu śmieci do kosza i sztafety z pokoju do kuchni z pilotem w ręce. Tak kiedyś myślałam, o ile w tamtych prehistorycznych czasach w ogóle o tym myślałam.


a tymczasem nie do końca...
Jako dziecko i dziewczę studenckie byłam w wiecznym ruchu. Ćwiczyłam rzetelnie na WF-ie, skakałam przez skakankę, grałam w gumę, w korale, biegałam, dyndałam na trzepaku. Jeździłam na obozy, pływałam. Wtedy nigdy nie miałam nadwagi (zważcie na czas przeszły, eh), przy wzroście 169cm ważyłam 55kg, obwód pasa 64cm, budowa sportsmenki lekkoatletki. Wysypiałam się (no, jak nie czytałam do 2 w nocy), nie ślęczałam nad komputerem, bo go nie było, w TV były dwa programy, więc siłą rzeczy żyło się bardziej na zewnątrz murów.

Niemniej to ja, a nie kto inny nabawili się na przestrzeni lat poniższych schorzeń. Piszę, bo może ktoś z Was ma to samo i możemy wzajemnie się uczyć i dać po kopniaku :)

- dwupoziomowa (a może już więcej-poziomowa) dyskopatia (z kilkumiejscowymi protruzjami pierścienia włóknistego, z uciskiem na oponę rdzenia, krążki ponoć są grubości opłatka ;))

- niestabilność kręgosłupa

- zwyrodnienie kręgosłupa

- zaostrzenie krawędzi kręgów

- spłaszczenie lordozy lędźwiowej

- ponoć krótsza lewa noga, ale możliwe, że fizjoterapeuta miał zły dzień.

- coś tam pewnie by się jeszcze pomniejszego znalazło. ;)


Jak widać, jedni mają ku temu skłonności, inni nie.

Ale jest kilka rzeczy, które mają znaczący wpływ na pojawienie się dyskopatii, o czym na pewno wiecie, żyjąc z chorobą na co dzień. Przetestowane :)

1. Struktury krążka międzykręgowego są bardzo wrażliwe na brak tlenu. Tlen niestety ma pod górkę, by dotrzeć do takich zakamarków ciała, z racji choćby tego, że nie ma tam arterii. Tlen przepływa tylko na zasadzie osmozy, co jak wiadomo, nie jest żadnym wyczynem. wskutek tego, krótko mówiąc, krążek zdycha w kwasie. Gwoździem do trumny są papierosy. Dyskopaci nie powinni mieć ćmika w ustach. Oczywiście dyskopaci takie rzeczy jednym uchem wpuszczają, drugim wypuszczają z dymem.

2. Urazy mechaniczne - u mnie było to akurat dźwignięcie stołu. Stół nie był ani wielki, ani ciężki. Zrobiłam podstawowy błąd: w czasie podnoszenia mebelka byłam skręcona na bok. Tego nie wolno robić, ale człowiek uczy się na błędach. Często panom robi się przez to kuku podczas odśnieżania. Są zgięci jak scyzoryk i z obciążeniem skręcają się, by wyrzucić to co w nocy napadało. Podobnież rzecz się ma z golfistami, pewnie dlatego kij i piłeczka są takie małe, ale u nich z kolei to podobno wszyscy mają już sztuczne szczęki. Uważam, że generalnie każdy sport uprawiany ponad siły i możliwości jest kontuzjogenny, co tu kryć.

Zapiszmy w pamiętniczku wierszyk, którymi, być może raz po raz będę Was raczyć, wybaczcie ;)

Jeśli chcesz ciężar dźwigać srogi-
stawiaj zawsze równo nogi
w jednej osi z całym ciałem
broń cię Panie przed skręcaniem!

Zapamiętaj więc, baranie:
albo schylanie- albo skręcanie!

SKŁONY Z ROTACJĄ
KOŃCZĄ SIĘ SENSACJĄ!

Nie dotyczy cyrkowców ;) No ale iluż z nas pracuje w cyrku, prawda.

3. Podobno mają tu wpływ czynniki genetyczne. Zauważam, że gdy lekarze nie wiedzą co do czego, zwalają winę na przodków.  Wnioskuję, że Adam i Ewa już w chwili zejścia na ten padół łez byli ledwo żywi.


Wrzuciłabym jeszcze do tego wora kilka przemyśleń wysnutych na podstawie własnych doświadczeń. Owszem, byłam giętka, wysportowana i smukła. Ale:

a) - codzienne czytanie książek w jednej pozycji przez kilka godzin ciurkiem z pewnością nie przysłużyło się rozwojowi mięśni przykręgosłupowych, ani żadnych innych;

b) - skolioza - na pewno spowodowała nierównomierne obciążanie kręgosłupa. Skolioza co prawda została wyprowadzona na prostą przez gimnastykę i basen, ale co zrobiła, to jej;

c) -skakanie w gumę - jest pewnikiem, że skakanie przez kilka godzin w butach na cieniuchnej, nieelastycznej i niezamortyzowanej podeszwie po betonie spowodowało w moim kręgosłupie mniej więcej taki efekt, jaki mamy wsypując mąkę do szklanki - popukajmy taką szklanką w blat, a wtedy wszystko się osunie do dna. To by tłumaczyło, dlaczego jestem taka szeroka w biodrach. Przypuszczam, że wszystkie trzewia wpadły mi do miednicy. (Wstrząsy, psychiczne również, o czym wspomnę niejednokrotnie w następnych odcinkach, są bardzo szkodliwe dla struktur kręgosłupa.) To samo obserwuje się u operatorów koparek i młotów pneumatycznych, kierowców, a może i u użytkowników wibratorów. Z tymi ostatnimi badań naukowych nie przeprowadzono;

d)-siedzący tryb pracy - o tym jednak namacalnie dowiedziałam się dopiero w pracy. Jest to czynnik bardzo destrukcyjny. Uważam, że powinniśmy unikać pracy w pozycji siedzącej, albo w ogóle pracy, która wymusza pozycje ciała. Generalnie, w skrócie - unikajmy pracy pańszczyźnianej ;)

e) -dźwiganie - no to wiadomix. Dźwigać trzeba umieć. Bez skrętów ;) I nie od razu jak Pudzian.

Wątpię, by wzrost i waga miały decydujący wpływ na powstanie choroby. Na początku słyszałam, że jestem za chuda, później, że jestem za gruba. Słyszałam również, że jestem zbyt ruchliwa, ale też, że nieruchawa. Hm.

Każdy z nas jest inny, każdy ma lub nie ma ku czemuś predyspozycji. Tak jest z talentem, tak jest z chorobą. I jedno i drugie można wypracować i wyćwiczyć, by stało się narzędziem samoulepszania, a nie destrukcyjnym.
No i trzeba się jakoś prezentować podczas badań. Ale o tym - w następnym odcinku :)

Dziękuję za uwagę. Prostujcie prostnicę i zwijajcie w eS esicę ;)