czwartek, 15 maja 2014

Wszystko, co pociągające jest albo szkodliwe, albo nielegalne

     Jestem :)

     Wiecie co, oczom nie wierzę. Blog od stycznia przeżywa śmierć kliniczną przez zaniedbanie odleżyn i widzi tylko trzecim okiem światełko w tunelu, a tu raz po raz komentarze, nowi członkowie i wiadomości prywatne. I 367 wejść na bloga w ciągu ostatniego tylko miesiąca... Szok. Nie mogłam pozostać dłużej oziębła. Z ócz tryskają mi zatem łzy wzruszenia, pośladki mi drżą z podniecenia, dziękuję! To wielka mobilizacja. Społeczeństwo pragnie, społeczeństwo się domaga, społeczeństwo czeka. Vox populi vox Dei!

     To dzisiaj, dziewczęta może pościk modowy? Nie będę się skupiać na całych  outfitach, ale przejdę od razu do meritum sprawy i jądra pożądania. Oczywiście! BUTY. Buuutyyyyyyyy mmmmmm... Temat rzeka. Temat głębinowy, temat ukochany. Przepraszam wszystkie torebciary, że dzisiaj nie wspomnę o torebajkach. O torebajkach będzie może kiedy indziej, torebajki nie wywołują u mnie aż takiego pożądania i dreszczy emocji, chyba, że ważą 20 kilo i musiałabym je dźwignąć. Wtedy drżę intensywnie. A także drę outfit i drę się doniośle o pomoc.
Dla brzydkiej części społeczeństwa buty to buty. Nie mówimy do nich: czy mógłbyś mi, kochanie, przynieść te oxfordki, ani: podaj mi proszę snikersy, bo przyniosą słownik i batona. Są wspaniali, ale czegóż wymagać od istot, dla których seledyn, czy siena palona wywołują atak tępoty wzroku i kwadratową szczękę.


     Wielbię buty, waham się, czy aby nie założyć sekty Złoty Deszcz Pantofli z siedzibą u mnie w domu i skarbcem w sypialni. Członkinie i członki męskie będą spieniężać swoje majątki, a ja, guru, będę kupować sobie wciąż nowe dewocjonalia i przedmioty kultu. Ach!

     Jednymi z moich ulubionych butów są zielone Kickersy. Zieleń neonowa z lawendową niteczką i takimiż sznurowadłami. Lubię też zamszowe czerwone mokasyny za kostkę. Mam buty w kratkę, z kawałków koźlej skórki. Mam kierpce. Im buty dziwniejsze, tym bliższe memu sercu.

     Jesienią poprosiłam moją serdeczną koleżankę Dorotkę, która znam prywatnie od lat pięciu jako anglistkę mych synów, a która prowadzi znany  blog Sałatka po grecku (blog nie kulinarny) i biuro podróży po greckiej wyspie Korfu, o zakupienie dla mnie greckich sandałków na wyprzedaży. Poszła. Zobaczyła. Zakupiła. Sandałki takie, że mózg staje. Jedne ze skuwkami w kształcie motyli, drugie z liściem. Mmmm. Posiadam jakieś 10 par sandałów, owszem. Moje ulubione sandałki mają na przegubie kwiaty. Zresztą, bardzo lubię ekscentryczne buty, prym tu wiodą buty Irregular Choice. Niektóre mogłabym mieć.

     Dwa lata temu umaiłam moje lniane buty piwoniami. Sukienka nazywała się Garden, więc obuw miał stanowić swoiste continuum. Tadam! Teraz będzie zdjęcie! Oto buty. Obok piwoniowych butów - reszta rodziny minus Małż, który pstryczy. Za plecami restauracja, nie klinika ortopedyczna, o dziwo. Buty miały kilkucentymetrowy obcas. Ale jak się siedzi przy stole, to można prezentować co się chce na odnóżach, gorzej z tańcami. Na szczęście problem z głowy, bo ja nie tańczę. Nie tańczyłam nigdy w życiu, no może poloneza na studniówce i pogo na koncertach. Tyle w temacie, bardzo dla mnie bolesnym. Taniec uwłacza mojej godności, a podrygi dwóch obcych nie daj Boże ludzi napawają mnie politowaniem i hm... jakąś wewnętrzną mieszanką smutku i wstydu. Aż mi żal podrygujących w ich błazeństwie. A może tylko im zazdroszczę, nie wiem. Dzisiaj wejdę w siebie i przeanalizuję tę przykrą cechę.


     Buty kupuję namiętnie. Połowy z nich nigdy nie miałam na sobie, ćwiartkę z nich oszczędzam tak bardzo, że ich nie noszę. Otwieram szafę, napawam się widokiem, tulę do łona i zamykam.

     Ostatnio miało miejsce istne kuriozum. Wiadomym jest fakt, że obcasy są wręcz niedozwolone dla osób z problemami z kręgosłupem. Zmieniają środek ciężkości ciała, przez co łatwo o uraz, bo obciążane są chore partie kręgosłupa. Nie mówiąc już o wzroście prawdopodobieństwa upadku. Mój kręgosłup płacze na sam widok obcasów. Ad rem. Trafiłam na A. na aukcję butów przecudnej urody. Och, jakby pasowały do dżinsów! Miały idealny nosek, były na platformie, miały piękne obszycia i dziureczki. Skórka naturalna. Obcasik słupek. Uf, obcasik. Obcasisko! 12 cm żywej wysokości! Mogłabym w nich zagrać z Gordatem. I wygrać! Patrzyłam sobie na te buty i patrzyłam. Wiedziałam, że butów takich nie włożę, bo i jak? Nie dość, że na platformie, to jeszcze na niebotycznym obcasie. W takich obcasach mój kręgosłup prosiłby o dobicie po pięciu minutach. Ponadto w takim obuwiu mogłabym swobodnie napluć na głowę Małża. No dobra, może troszkę przesadzam, ale na pewno byłabym zdolna zobaczyć sklepienie jego czaszki. A nie chciałam zbytnio jej oglądać ani opluwać.
Na takich niebotycznych obcasach nie da się żyć, nie da się chodzić, nie da się oddychać. Paraliżujący strach oplatałby mi nogi wijącymi się między kolanami ścisłymi splotami, a ruchy byłyby bardzo zwracające uwagę otoczenia. Poza tym, sprawa kluczowa, były o numer za duże. Dyskwalifikacja. Ach, a tak mi się podobały! mmmm... Niemożliwe, by były moje, absurd. No ale cena 39,99! I to złotych polskich, nie euro - zrobiła swoje.
     Niecały tydzień później buty zamieszkały u mnie w szafie :)))))))) Przeszły lifting w postaci zamiany zwykłych sznurówek na fragmenty apaszki w łączkę.
 


      



(Ta przerwa powyżej jest nie do usunięcia, przepraszam za blogspota. W trzewiach technicznych posta nie ma jej. A jest w swej istocie i niewyjaśnionym istnieniu wysoce wkurzająca i niepokoi swoim niedopowiedzeniem. Taka przerwa moralnego niepokoju).

     Poniżej przegląd butów dla dyskopatek. Obcasy służą jako dawcy części zamiennych, albo stanowią swoiste trofeum poprzednich właścicielek. Jeżeli właścicielką nie jest dyskopatka, to na pewno będzie nią w przyszłości. Niektóre są naprawdę godne mojej półeczki! Zgadnijcie, które!















  Ostatnia para to już epitafium dla węża, ewentualnie, z racji kosztów, męża.

52 komentarze:

  1. Ja w ogole z butami to mam problem ogromny bo mam stope wielkosci stopy krasnoludka (wzrost tez zreszta krasnoludkowy - w ogole taka miniutarka czleka ze mnie) - czyli rozmiar maksymalny w obuwiu jaki osiagam to 36 (ale nie moze byc za szerokie) a czesto i na 35.5 sie zalapie... Wiec jak juz znajde cos co lubie i cos co na mnie pasuje to pieje ze szczescia a i placze jak bobr gdy juz odratowac pary sie nie da... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e., Kruszyno! Ja mam 170 na bosaka :) Gdybym miała zdrowe plecy, wzięłabym Cię na ręce i wszędzie wpuszczaliby nas bez kolejki! Albo zaadoptuję Cię, co Ty na to?
      Takie stopy ma bodajże Wieprz - Czarny Pieprz. Wieprzu jesteś tu? Wnioskuję to na podstawie jej autoportretu werbalnego.
      Moje koleżanki płaczą, bo nie mogą dostać butów damskich w r.41 i 42. Co za czasy! Jestem chyba w złotym środku, bo mam wybór od lasa do Sasa. Czasem robię sobie tournee po internetach i napawam się obuwiem do obłędu.
      Mój przyjaciel sprzed stuleci, mężczyzna postawny, dwumetrowy o stopie w rozmiarze 45 uszył sobie samodzielnie obuwie z króliczego futra. Wyglądał uroczo ♥
      Gdybym miała takie stópki, e., rozglądałabym się za chińskimi butkami, one są takie piękne, haftowane, cymesik ;)
      Wszystkie moje ciocie mają takie królewskie stópki - 35/36. Podejrzewam, że może mnie podrzucono w niemowlęctwie na wycieraczkę, otarto gazetami, w które byłam zawinięta i ... tadam. Jestem :)

      Usuń
    2. Adoptuj, adoptuj! albo 'usiostrzen' ;) cokolwiek - ja sie zgadzam :)
      najwieksza wada mojego wzrostu to autobusy latem - morze paszysk zapoconych nade mna :) ohyda...
      ja tam zawsze mowilam, ze kacze nozki - nie, krolewskie stopki :D
      A jak bym z checia zobaczyla te Twoja kolekcje bucikowa, brzmi tak ciekawie!

      Usuń
    3. Opuszczaj wyspę, wsiadaj w balon. Roztoczę przed Tobą tajemnice mych szaf :)

      Usuń
    4. 36?! Łooo... doceń szczęśliwa kobieto ile butów możesz kupić w opcji "wyprzedaż" za przyzwoitą 1/3 ceny wyjściowej. Nosząc 40stkę nigdy się nie łapię na godziwe ceny obuwia, gdyż popularne rozmiary z ładnych modeli (a takich na rynku jak na lekarstwo, albo ja taka wybredna) są zawsze wyprzedane w sezonie, a nawet przed...

      Usuń
    5. A nawet na pniu, w fabrykach!

      Usuń
    6. 35 -36 :) skarlałe stopy. Po buty do ślubu udałam się do samej stolicy, a rozważaliśmy już szycie na miarę:) (26 lat temu)

      Usuń
    7. Jejku, Wieprzu! Ty jak warchlaczek! ♥

      Usuń
  2. Wydaje mi sie, ze rzucilas rekawice (oraz but) Jej Waterloo. Spodziewam sie, ze bedziecie sie teraz ku naszej uciesze pojedynkowac na buty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawaj Ją, Kaczko! Bądź naszą sekundantką! (a jaki rozmiar nosi Waterloo?) ;)

      Usuń
    2. 40. I dlatego nie ma problemu z kupieniem setnej pary szpilek. Albowiem Waterloo nosi te dwunastocentymetrowe szpilki, co to pandeMonię napawają czymś nabożnym. Nosi je codziennie. Wzbudza tym liczne emocje w swojej fabryce, gdzie, jak podejrzewa, powstał już fanklub obuwniczy. Albo i Cech Krwiożerczych Morderczyń - niczym u Pratchetta.

      PS Irregular Choice! Te z kocimi obcasami!!!

      Usuń
    3. Waterloo:)))))
      Runda pierwsza, starcie.
      No przecież, że nie te świńskie raciczki! Mnie Irregular natchnęły na apaszkę w bucie. Coś jakby się z szyi opuściła delikatnym ruchem i oplotła powabnie okolice pęcin.
      Kurka, numer buta ten sam. Podam Ci adres, pod który mogą spływać Twoje nietrafione zakupy. Z tym, że ja jestem wyznawczynią słupków, nie szpil. Kwadratowy nosek, takie zboczenie. Albo Camper'y Twins'y, każdy but inny :)

      Usuń
    4. O, akurat się przeleciałam i takie zapierdalanki na spacer z dziećmi bym mogła mieć. Ma ktoś 300 dolców? Bo ja akurat nie mam drobnych...
      http://global.rakuten.com/en/store/auc-jetrag/item/camper-46467-br/

      Usuń
    5. a nawet takie, te nawet bardziej. Tylko to chyba dziecięce?
      http://www.ayakkabim.org/2012/12/18/camper-twins-serisi/80330-001_l1/

      znowu mam atak.

      Usuń
    6. A ja dziś byłam w sklepie i mieli japonki Mel. Róziowe! Za 45 zł!!!!!!!!! Nie było mojego rozmiaru. Chcę umrzeć. Tu. Teraz.
      Chlip.

      Usuń
  3. Nie dało się uciąć paluchów? Albo rozciągnąć podeszwę? Łączę się w bólu.
    Spodobałyby Ci się moje greckie sandałko-japonki!
    O, dam Ci lina. Moje buty są na 8 i 12 fotografii od góry (motylki i liść)

    Płacz!

    http://salatkapogrecku.blogspot.com/2013/09/z-cyklu-jade-do-grecji-na-wakacje_21.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, masz skłonność do podłości - nie powiem. Robić mi to po TAKIEJ stracie? Zdobywasz nową sprawność czy co?
      Łczę.

      Usuń
    2. To ja łczę bardziej, to był ostatni zakup w rodzinie. Prócz kartofli i masła.
      I nie wiem kiedy następnym razem poczuję zapach nowego buta.

      Kaczko, kto wygrał? Remis?

      Usuń
    3. Kaczka milczy, gdyż się napawa. Ona jest kryptomaniaczką obuwniczą. Tylko za nic nie chce się przyznać :)

      Usuń
    4. Ale groźną? (Groźna to taka, która ma płetwę w r.40)
      Kaczka z pewnością notuje adresy.

      Usuń
  4. Rozpetalam wojne!
    Jak sie ten moj anonimowy komentator zorientuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...to zacznie o oficerkach!

      Usuń
    2. Kocham cie, pandeMoniu!

      Usuń
    3. W ogóle nie qmam tej grypserki z wojną. Ja w tym widzę przyjaźń na zabój. Z obuwniczym w tle ;)

      Usuń
    4. Kaczka uważa, że jak japonki, to Pearl Harbour.
      O, tak, będziemy miały o czym rozmawiać w długie letnie wieczory i takież zimowe noce. Będę Ci posyłać zdjęcia moich kozaczków, a Ty mnie swoich pantofli. I stworzymy sobie albumik, a potem dwa, a nasze dzieci będa go sobie przekazywać z pokolenia na pokolenie. A potem, po wiekach wciągną nas do encyklopedii. Tylko się waham czy pod O jak obuwie czy N jak natręctwo. :*

      Usuń
    5. Ja to potrafie swatac :-)

      Usuń
  5. Gdybym miala drobne to kupilabym sobie te: http://www.freshnessmag.com/2012/03/27/converse-%E2%99%A5-marimekko-spring-2012-collection-detailed-look/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie jesteś groźna, Kaczko. Ładne same w sobie, ładniusie. Mogę żyć bez tenisówek i trampek jednak.

      Usuń
  6. To jeszcze opowiem o frustracji. Camper! Damskie koncza sie na rozmiarze 41. Wredni Hiszpanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli się zakocham na zabój (w butach), to jestem w stanie nosić buty w trzech rozmiarach. Ale niejednocześnie.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Prawda? Jaka szkoda, że ich nigdy nie włożę!

      Usuń
  8. A tak wogle wogle to miło Cię widzieć! Laska jesteś:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emmo!!! Och, och, wracam szybko do szafy!
      Objawiłam się na Skorpionie swojego czasu, w poście o wtopach ślubnych :) Warto zajrzeć, bo Kaczka opowiada o swoich :)))))

      Usuń
    2. Byłabyś człowiekiem i podlinkowała. Albowiem to wciąga. I lata miną nim znajdę.

      Usuń
    3. Ale ostrzegam- butów nie widać! I ostrzeżenie nr2- post nie jest śmieszny, w przeciwieństwie do komentarzy.

      http://skorpionwrosole.blogspot.com/2013/08/82-swiat-alternatywny-i-wtopa-slubna.html

      Usuń
  9. Toż to czysty surrealizm w namacalnej odsłonie! ;)))
    Dali by się mógł podpisać pod projektem tych sennych wizji oplatających stopy!
    Zapasowe kręgi na obcasiku zawsze mogą się przydać...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pomysły nie z tej ziemi! Rezerwuar protez :)

      Usuń
  10. O, nie podejrzewałam Ciebie o fetysz obuwniczy. Jak to mówią, każdemu jego porno.
    Ja nie mam problemów z kręgosłupem większych niż przecietny człowiek, który wybrał pracę urągającą ewolucji, czyli siedzącą, ale i tak nie umiem chodzić na wysokościach, solidny stabilny słupek 8 cm to max, na co sie moge odważyć. Ale gdybym w ogóle pożądala szpilek, to np takich cudownie geekowskich:
    http://jimsmash.blogspot.com/2012/10/fetish-friday-alien-high-heels.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zawsze zaczynają się tak drastyczne programy telewizyjne, obnażające potworną drugą stronę dewianta: "a to była taka zwyczajna rodzina. Chodzili razem po bagietki i sałatę. A tu takie rzeczy, takie rzeczy!" :)
      O, ze skorpionem! Piąteczka, Anquo! Żebym to ja chociaż umiała się poruszać na takim obcasie!

      Usuń
  11. Znalazłam dla Ciebie coś na niedużym obcasiku ;)
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=791572334194350&set=a.397935563558031.98449.147391365279120&type=1&theater

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OOOO!!! Jeśli nosek byłby kwadratowy i szeroki, a obcas słupek-biere!
      (nieduży obsasik, żartowac raczysz oczywista?)

      Usuń
  12. pandeMoniu muszę się pochwalić, że przeczytałam CAŁY post, nie pomijając żadnego słowa, żadnego przecinka i obejrzałam KAŻDEGO buta. Musisz o tym wiedzieć, bo ja po prostu najbardziej na świecie nie lubię kupować butów, wydawać pieniędzy na buty, przymierzać butów i nosić butów (tak na bosaka uwielbiam jak rusałka pomykać) :-), choć jak wiadomo swoje fisie mam i absolutnie rozumiem taki :-). Mam zawsze jedną parę butów, które noszę aż odpadną podeszwy. Do zeszłorocznego zerwania ścięgna lubiłam buty na koturnie (niekoniecznie 12 cm, bo nie lubię być wyższa od oblubieńca mego), a teraz jestem skazana na płaskość (ubrałam pożyczony koturn na godzinkę i jednak mimo półrocznego odstępu od zerwania - ścięgno się nadwyrężyło), choć tak zupełnie płasko nie lubię. I tak naprawdę to marzą mi się Martensy, od 16 roku życia, i jak się porządnie namyślę i zaprę to może nawet w końcu je sobie kupię i podejrzewam, że będę je miała do grobowej deski, tylko dlaczego one są takie drogie? To jest pytanie retoryczne. Życzę Ci wspaniałych dalszych zdobyczy do kolekcji, koniecznie zawsze za 39.99 PLN o wartośći najlepiej 399 € i dodatkowej szafy na nie :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Mamo Ammara za wytrwałość!
      Muszę Ci wyznać w sekrecie, że ja też noszę buty długo, dlatego może tyle ich mam :) Części wcale nie noszę. Ale nie chodzę na boso, bo mi to szkodzi na kręgosłup - nie mogę chodzić po twardym. Po trawce, piachu - owszem jak najbardziej! Ale np na nordic walking- tylko w butach z amortyzacją wstrząsów :) Po mieszkaniu mamy wszyscy butki z naturalnej owczej wełny Haflinger'a, o takie:
      http://www.haflinger-shop.pl/?k=katalog&w=jeden&n=156&d=1&d1=1
      Drogie jak diaski, ale starczają na baaaaaaaaaardzo długo.
      Martensy to również mój styl :) Marzyły mi się swojego czasu glany, już chyba wspominałam? ale niestety były poza zasięgiem nie tylko moim, ale i granic państwa. Kiedyś były wyłącznie czarne, teraz są cudowne w kwiatki :)
      Dziękuję za piękne życzenia! Ja życzę cudowności w urządzaniu mieszkania :) - cd życzeń skierowanych do mnie, przekierowuję również do Ciebie- ten o cenach głownie! :)

      Usuń
    2. pandeMoniu :-) mi chodzenie na boso szkodzi na szczęście tylko na skórę stóp - mam pewnie najokropniejsze pięty na świecie :D. Baaardzo fajne te paputy! Ale jak pomyślę jakie piękne kosze mogłabym za tyle kasy mieć do dużego, to stwierdzam, że zostanę przy skarpetach ;-). Na razie, bo kiedyś może będzie tak, że inwestowanie w garderobę i kosmetyki przestanie być kwestią wyboru: albo rybki albo akwarium?
      Też lubisz Martensy? Super! :-). Gdy byłam nastolatką, a zapominają już te czasy nawet ludzie najstarsi ;-), to w Katowicach był sklep Martensa! Jeździło się do Katowic na zakupy ciuchowo-butowe, bo u nas w mieście wybór był wtedy zdecydowanie mniejszy. I zawsze tam wchodziłam a potem jeszcze 7 razy stałam pod wystawą :-). Były w tym sklepie "ojki", krótkie i długie glany - czarne i czerwone bodaj. Jejku jak ja koło nich łaziłam, teraz są drogie, ale wtedy to było coś kompletnie nieosiągalnego - kończyłam na traperach od Ryłko rok po roku i jeszcze się cieszyłam, że nie upadałam niżej ;-) :-).
      No i właśnie a teraz granatowe lakierki, czarne maty, kwiatki. No jak nie jestem kwiatkowa w garderobie, tak mogłabym sobie takie kupić - wszystkie trzy pary. Gdybym mogła ;-), a jak się uda to chociaż no te czarne - uniwersalne :-).
      Życzenia przyjmuję z rozkoszą :-)))

      Usuń
    3. Lubię martensy, te moje kickersy są podobne :) Zamiast żóltej nitki na czarnym tle- wrzosowa na zielonym neonowym :)
      Całe życie marzyłam o ojach, i podobnie, jak Ty, mimo, że nie nosze wzorzystych ubrań i w kwiatki (wyjątkiem są sukienki w krateczkę, którą tu uwielbiam!), to właśnie takie białe butki w kwiatki bardzo bardzo! Pasowałyby mi do jasnych dżinsów :) Teraz też muszę wybierać miedzy podstawowymi potrzebami a zachciankami, wiadomo, co wygrywa. Niemniej kiedyś, jak wejdę do sklepu, łupnę internetowymi drzwiami,to... wszystkie kwiatki drżyjcie! :)

      Usuń
  13. Dziekuje za wspomnienie o mnie:))) Bardzo mi milo! Chcialam jeszcze tylko dodac, ze strach sie bac jesli chodzi o buty letnie w Grecji w tym roku... Juz zaczelam robic zdjecia... Opanowaly chyba wszystkie miasta!!! Najstraszniejsze jest to, ze... sa takie piekne!!!!!:DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko! Nie strasz!
      Czekam na zdjęcia! Może będą część rozdawać ubogim na północy? Może się załapię? ;)

      Usuń
  14. Policzyłam swoje buty. 6 par, plus chodaki, w których chodzę do ogródka. Widzę, że mam dużo do nadrobienia w kwestii kobiecości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, ja wiem, czy to świadczy o kobiecości? Wielu mężczyzn musiałoby się czuć zniewieściałymi. To raczej nieszkodliwa mania, natręctwo, umiłowanie piękna, coś jak but art.

      Usuń
  15. To okrutne kupować buty a potem ich nie nosić. Mnie takich butów żal, są jak z zwierzęta w zoo.

    Wstydźcie się, dręczycielki niewinnego obuwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, niektóre z tych zwierząt to okazy wystawowe. Nie zadeptuje się takich :) Chyba :) Mnie powstrzymują obcasy, ale na szpilkach musiałabym schylać głowę przy przekraczaniu progu, więc może w mojej niemocy był jakiś zamysł Boży.

      Usuń

Po każdym komentarzu autorka robi przysiad (nadal oczywiście dodawany jest 1cm w biuście).